Informacje praktyczne
- Dojazd do Berlina
- Wysiadam na...
- Tanie noclegi
- Wybrane ceny
Wkrótce więcej...
demo
Wybrana strona to tylko fragment serwisu Berlimix.net, który pojawi się tutaj już wkrótce!
Pomnik Pomordowanych Żydów w Europie
Pomysł na "żaden" pomnik...
Awantura wokół nazistowskiej przeszłości pewnej firmy...
i czego można się spodziewać po Centrum Informacji

Pomnik Pomordowanych Żydów w Europie
Dzielnica: Mitte
Architekt: Peter Eisenman
Data otwarcia: 10.05.2005
Zwiedzanie: wt-niedz. 10-20
Wstęp: wolny, audioguide: 3€ (1,5€)
Zdecydowanie subiektywny przewodnik
Koło pomnika przechodziłam już niezliczoną ilość razy, również z wycieczkami. W dniu otwarcia dla zwiedzających, 12 maja 2005 roku próbowałam nawet wejść do środka, jednak kolejka była wtedy chyba większa niż do Reichstagu :) Zrezygnowałam. W międzyczasie kilka razy zatrzymywałam się, by zrobić zdjęcia, zawsze, nie wiedzieć czemu, w pochmurną pogodę.
W końcu zdecydowałam się odwiedzić Centrum Informacji i zaplanowałam tę wizytę na wczoraj...
Jeśli spojrzeć na pomnik z góry, np. z punktu widokowego na placu Poczdamskim, zobaczy się wielkie, szare pole o pofalowanej powierzchni.
Na 19 073 m² wzniesiono 2 711 betonowych stel. Ich liczba nie ma symbolicznego znaczenia, po prostu tyle zostało zaplanowanych w projekcie uwzględniającym wymiary placu. Każda stela o szerokości 0,95 m i długości 2,38 m jest wewnątrz pusta. Ich wysokość różni się od 0,2 do 4,7 m. Ponadto na obrzeżach placu położonych jest ponad 112 płaskich płyt stelowych.
Pomiędzy stelami przebiegają wąskie, wybrukowane ścieżki, po których swobodnie może poruszać się jedna osoba. Dla niepełnosprawnych dostosowane jest kilkanaście, oznakowanych i nieco szerszych ścieżek. Idąc w głąb pomnika schodzi się coraz niżej, a stele stają się coraz wyższe.
Skąd taka forma? Jak mówi Leia Rosh, publicystka i inicjatorka budowy pomnika, pole stel ma przypominać żydowski cmentarz, na którym sarkofagi z braku miejsca układane są jeden na drugim, tworząc właśnie takie wysokie kamienne bloki o płaskim szczycie. Tutaj możesz zobaczyć
przykładowe zdjęcie takiego cmentarza w Jerozolimie.
Pomnik nie jest cmentarzem, chociaż Leia Rosh chciała nadać mu takie znaczenie, zakopując, pod jedną ze stel, ząb ofiary z obozu zagłady w Belzec. Zdecydowany sprzeciw powtrzymał ją jednak od urzeczywistnienia tej idei.
Każdy zwiedzający, jeśli tylko okoliczności pozwolą mu na chwilę refleksji, może sam zastanowić się nad znaczeniem i symboliką tego dzieła. W jednej relacji wyczytałam, że te coraz wyższe bloki są jak wzrastające zagrożenia wokół społeczności żydowskiej w 30-tych latach ubiegłego wieku.
Wspomniałam o chwili refleksji, którą trudno tutaj w ciągu dnia przywołać, ze względu na liczne grupy zwiedzających oraz... bawiące się dzieci. Niestety taka forma pomnika wręcz zachęca najmłodszych (i nie tylko!) do wspinania się na bloki, przeskakiwania z jednego na drugi, zabawy w chowanego itd.. Z wypowiedzi Lei Rosh, dowiedziałam się, że ona sama nie ma nic przeciwko, jednak nie wszystkim może
taka atmosfera odpowiadać. W innej relacji autor powoływał się na wcześniejszy projekt, który lepiej oddawałby ideę pomnika i sprzyjał utrzymaniu powagi miejsca. Projekt ten, choć zwyciężył, został później odrzucony.
Historia
Choć sam pomnik budowano dwa lata, batalia o jego powstanie trwała znacznie dłużej. Już w 1988, dziennikarka i publicystka Lea Rosh zaapelowała o "pomnik, którego nie sposób byłoby nie zauważyć". Zawiązano wkrótce stowarzyszenie mające na celu wspierać tą ideę oraz zbierać fundusze. w maju 1994 roku rozpisano konkurs i wyłoniono zwycięski projekt autorstwa
Christine Jackob-Marks: na 20 000 m² betonowej, płaskiej płycie, symbolizującej nagrobek, miało zostać wyryte około 4,2 miliona nazwisk ofiar holokaustu. Projekt ten został odrzucony w lipcu 1995 roku przez Helmuta Kohla, jako zbyt gigantyczny. Jednakże zainteresowani posłowie dalej forsowali tę ideę.
Kolejny konkurs, w 1997 roku, wygrali nowojorski architekt Peter Eisenman oraz artysta-rzeźbiarz Richard Serra. Do pierwotnego projektu wniesiono jednakże tyle poprawek, że Serra wycofał się w 1999 roku. Przede wszystkim postanowiono utworzyć podziemne muzeum, później zmienione na Centrum Informacji. Zredukowano liczbę stel z 4000 do 2711, a od strony Tiergarten na obrzeżach placu zasadzono 41 drzew. Ostatnią zmianę zaproponował, wbrew woli twórcy projektu, Helmuth Kohl.
Tym samym projekt pomnika wskazywał na spore podobieństwo do "Garten des Exils", zielonej części Muzeum Żydowskiego, zaprojektowanego przez Daniela Libeskinda. Podobno nawet ten ostatni wysunął zarzuty o plagiat.
Drzewa w projekcie zostały, a 25 czerwca 1999 Bundestag zdecydował większością głosów o rozpoczęciu budowy. Przeznaczono na nią 54 miliony marek.
W 2000 roku z Yad Vashem, żydowskiego centrum pamięci, zadeklarowano, że udostępnią kompletną listę z danymi ofiar holokaustu. Tym znaczniejsze to wydarzenie, że wcześniej żadna instytucja nie otrzymała takiego wsparcia. Budowę, z pewnym opóźnieniem, rozpoczęto
1 kwietnia 2003 roku.
Niedługo po rozpoczęciu budowy wybuchł skandal. Lea Rosh bez żadnych dalszych wyjaśnień, wykluczyła spółkę akcyjną Degussa z robót budowlanych. Spółka ta dostarczała między innymi materiał ochronny na stele, który w przypadku powstałych graffiti na stelach, miał ułatwić ich szybkie i bezproblemowe usunięcie.
Powodem takiej decyzji był fakt, że Degussa jest spadkobiercą firmy Degesch, która w czasie II wojny światowej dostarczała do obozów koncetracyjnych trujący gaz (cyklon B), służący do uśmiercania więźniów.
Fakt ten wzbudził wielkie zainteresowanie mediów i wywołał dyskusję w środowisku. Prace przerwano aż do 13 listopada 2003 roku, kiedy to kuratorium Fundacji na Rzecz Budowy Pomnika, po zbadaniu sprawy, zdecydowało o wznowieniu robót z dalszym udziałem Degussy. Krytykiem decyzji Lei Rosh, był także Peter Eisenman, architekt. Do przedsięwzięcia takich kroków z pewnością przyczyniła się
kalkulacja kosztów. Część stel została już pokryta owym materiałem, i gdyby wykluczyć Degussę z dalszych działań, trzeba by i te stele zniszczyć. Dodatkowe koszty oszacowano na 2,34 mln €. Ponadto doszukiwano się w całej akcji prowokacji, jako, że konkurencyjna firma, która odpadła w przetargu, pochodziła ze Szwajcarii. A to tam właśnie po raz pierwszy ukazał się artykuł
o przeszłości Degussy. Krytycy argumentowali, że gdyby tak potraktować wszystkie koncerny, które w przeszłości miały coś wspólnego z nazizmem, gospodarka niemiecka stanęła by w miejscu. Dosłownie, jeśli weźmie się pod uwagę chociażby Deutsche Bahn (Kolej Niemiecka). Pretensje skierowano również do samej Lei Rosh, jakoby wiedziała ona o Degesch już przed rokiem, ale wtedy nie powiedziała na ten temat ani słowa.
Cała sprawa i ostateczne podjęcie decyzji zostało mocno skrytykowane przez środowiska żydowskie. Ale tym razem można by tu powtórzyć słowa za dziennikarką: "To pomnik nie dla Żydów, tylko dla Niemców."
12 czerwca 2004 roku zakończono budowę Centrum Informacji, jednocześnie na placu stała już połowa zaplanowanych stel. Niewielki fragment pola udostępniono z tej okazji zwiedzającym. Całość prac budowlanych zakończono w grudniu tego samego roku i wtedy też rozpoczęto sadzenie owych 41 spornych drzew oraz urządzanie podziemii.
Całość otwarto 10 maja 2005 roku, łącząc te obchody z uroczystościami 60-tej rocznicy zakończenia II wojny światowej w Europie. Dla zwiedzających Centrum udostępniono dwa dni później.
"Jestem Nowojorczykiem, ale od dzisiaj część mojej duszy pozostanie na zawsze w Berlinie" - powiedział architekt pomnika Peter Eisenman.
Wokół pomnika jako idei i wokół samego projektu powstało wiele kontrowersji. Podczas obu konkursów prace wszystkich artystów (w pierwszej edycji 582) były wystawiane na widok publiczny. Zdziwić by mogło, że jednym z bardziej faworyzowanych projektów był pomysł na "żaden pomnik",
tylko przystanek autobusowy, z którego można by dojechać do miejsc związanych z kulturą żydowską lub miejscami tragedii. Kontrowersyjna wydaje się decyzja ówczesnego kanclerza Niemiec o oddaleniu zwycięskiego projektu w 1994 roku.
Pojawiły się również pytania, dlaczego pomnik poświęcony jest jedynie pomordowanym Żydom. Bundestag podejmując taką decyzję, podkreślił uznanie tej zbrodni (wyeliminowanie całego narodu) za jedyne w swoim rodzaju. Dodatkowo postanowiono o budowie pomników dla pomordowanych Sinti i Romów oraz dla
homoseksualistów.
Również usytuowanie pomnika wywołało dyskusje. Jedni argumentują, że przecież w tym miejscu nikt Żydów nie mordował, inni wskazują na bliskość miejsc, w jakich podejmowano decyzje w III Rzeszy - ogrody ministerstw przy Wilhelmstrasse (akurat plan zagłady Żydów (tzw. Endlösung) podjęto na konferencji w Wansee - dop.aut.). Ciekawym faktem może być
również to, że w północno-wschodniej części pomnika znajduje się bunkier służbowej willi Goebbellsa, który podczas budowy pozostał nienaruszony.
Centrum Informacji
Tego miejsca nie zakładano w pierwotnym planie. Peter Eisenman był temu przeciwny. Tymczasem dzisiaj wydaje mi się (i nie tylko mnie) że to właśnie Centrum ratuje istotę i przesłanie pomnika. "Betonowe szaleństwo" jak mówią niektórzy, pomimo spisanego (po niemiecku tylko a jak?) regulaminu użytkowania, stało się też miejscem pikników i zabaw. Przeskakiwanie z jednej steli na drugą to norma :) Jak wspomniałam na powierzchni
nie ma wyraźnych informacji, co to za miejsce, z czym należy je kojarzyć itd. To zadanie i niejako wymóg polityków spełnia właśnie Centrum Informacji, które pierwotnie miało się nazywać Domem Pamięci czy Wspomnień.
Wejście do niego znajduje się we wschodniej części pomnika, od strony nowo powstałych sklepów z pamiątkami. Zanim jednak przekroczy się próg, trzeba chwilę odczekać w kolejce. Na zewnątrz pracownik z obsługi wręcza w tym czasie ulotki (również w języku polskim) i już można zapoznać się z podstawowymi informacjami. W środku, ze względów bezpieczeństwa, trzeba przejść kontrolę jak na lotnisku. Przy czym strażnicy są dość drobiazgowi: trzeba zdjąć kurtkę, wyjąć wszystkie metalowe rzeczy z kieszeni, a pytania padają o każdą dziwną rzecz w plecaku.
Na ekranie moja metalowa spinka do włosów wyglądała jak karabin maszynowy :), że już o tubie po chipsach Pringlesach nie wspomnę... Niemniej, kiedy uda się już pokonać te wszystkie zabezpiecznia, wchodzi się do holu, gdzie jest informacja z garderobą, księgarnia i toalety. Wstęp jest bezpłatny, jednak informacje podawane są tylko po niemiecku lub angielsku. Kto ma ochotę, może wypożyczyć sobie
słuchawkę (audioguide) po polsku w cenie 3€. Nagrane są wszystkie informacje (co nie zdarza się często w berlińskich obiektach).
Początek trasy to ekspozycja dotycząca nazistowskiej polityki zagłady w latach 1933-1945. Sporo zdjęć z terenów okupowanej Polski - wystawa poświęcona nie tylko Żydom, ale również innym nacjom.
Potem przechodzi się kolejno do sal tematycznych. Pierwsza z nich to Sala Świadectwa i Liczby Ofiar. W podłodze umieszczone są podświetlone tablice, na których widnieje 15 świadectw napisanych przez żydowskie kobiety i mężczyzn (listy, kartki, wspomnienia). Na ścianach wypisane są dane dotyczące liczby ofiar w poszczególnych państwach europejskich.
Sala Rodzin jest niezwykła. Prezentowane są w niej losy 15 rodzin żydowskich z całej Europy. Sa one tak dobrane aby jak najpełniej przedstawić zróżnicowanie społeczne, narodowe, kulturowe i religijne europejskich Żydów. Są tam zdjęcia, dokumenty, prezentacje audio-wizualne. Rodzinę "polską" wybrano z Łodzi.
Trzecie pomieszczenie to Sala Nazwisk. Nie ma tu zdjęć, są tylko niskie ławki. Na wszystkich, czterech ścianach wyświetlane jest nazwisko ofiary, a lektor odczytuje jej krótką biografię, najpierw po niemiecku, później po angielsku. Tuż obok jest małe pomieszczenie, w którym znajduje się komputerowa baza danych izraelskiego instytutu pamięci Yad Vashem (ponad 3 miliony wpisów, baza jest stale uzpełniana).
Ostatni pokój, to Sala Miejsc. Fotografie, opisy i filmy prezentują dwieście wybranych miejsc; obozy zagłady, obozy koncentracyjne, getta, marsze śmierci...
Na końcu trasy z tablic i terminali można dowiedzieć się o historii powstania pomnika, oraz innych miejscach pamięci i badań na świecie.
Miejsce to nie ma charakteru muzeum z eksponatami, jest to raczej multimedialna wystawa. Nie jest to też jakiś przesadnie wielki obiekt, ale jeżeli chce je zwiedzić grupa, kontrola bezpieczeństwa może potrwać dłuższą chwilę. W środku jest spokojnie i... raczej ciemno. W salach tematycznych są niskie ławki, na których można usiąść.
Szacuje się, że rocznie Centrum Informacji odwiedza 0,5 miliona ludzi, w tym połowa to osoby młode. Przez pole stel w tym samym czasie przechodzi około 3,5 mln zwiedzających.
![]()
...jeżeli tak to można ująć
Na budowę pomnika wydano z budżetu państwa 27,6 mln €.
Koszty budowy spowodowały dalszą krytykę i zarzuty, by zamiast inwestowania w nowy, drogi obiekt, wesprzeć już te istniejące. Wiele instytucji w Berlinie i wokół wysunęło obawy, że nowy pomnik i centrum informacji, położone w tak dogodnym miejscu
przyćmi inne. Kolejna fala krytyki jest od tych, którzy czekają na swoje odszkodowania i nie mogą znieść tak wielkiego wydatku państwa tylko na "pomnik".
Architekt nie narzuca nikomu interpretacji labiryntu betonowych stel. Jedni mówią o cmentarzu, inni o fali, albo morzu. Warszawskie getto, zejście do Hadesu, podobieństwo do cmentarza wojskowego - to tylko niektóre ze skojarzeń.
Tylko w pierwszym roku pięciokrotnie usuwano ze stel wymalowane symbole swastyk.
W styczniu 2007 roku pomnik został uhonorowany nagrodą "AIA Institute Honor Awards", uchodzacą za najbardziej prestiżowe wyróżnienie w dziedzinie architektury w USA. Jest to tym samym już czwarta nagroda, jaką otrzymał projekt P.Eisenmana.
Podsumowanie
Pomnik usytuowany jest w takim miejscu, że przejdzie koło niego każdy turysta. Można skręcić z głównej drogi o kilkanaście kroków i kawałek trasy pokonać między stelami. Można przejść jeszcze dalej, aż na drugą stronę i zorientować się, jak duża jest kolejka przed wejściem do Centrum Informacji. Czekanie w kolejce - dla bardzo zainteresowanych tematem.









